|
Pozwolili umrzeć mojemu ojcu Mieszkaniec Złocieńca przez kilka godzin konał w centrum miasta, choć trzykrotnie wzywano do niego pogotowie ratunkowe. Kiedy w końcu przyjechało, było już za późno. Mężczyzna zmarł w karetce. Bogdan Z. cierpiał na zaawansowaną chorobę alkoholową. Był w fatalnej kondycji. W niedzielny poranek przyczłapał na chorych nogach na ulicę Mickiewicza, na tereny obok opustoszałego biurowca - miejsce tradycyjnych spotkań złocienieckich pijaczków. Tam zasłabł, przewrócił się i leżał przez kolejnych osiem godzin. Umierając...
Spóźniona karetka Z naszych ustaleń wynika, że zdarzenia przebiegały w następującej kolejności: - Godzina 10.40. Ktoś dzwoni anonimowo na pogotowie w Drawsku Pomorskim z informacją, że w Złocieńcu przy ulicy Mickiewicza leży człowiek - prawdopodobnie pijany. Przyjeżdża karetka, ale Bogdan Z. nie chce jechać do szpitala. Ekipa pogotowia uznaje sprawę za załatwioną i wraca do Drawska. - Godzina 13.20 - o Bogdanie Z. wie już policja. Jeden z policjantów dzwoni na pogotowie. Informuje, że stan mężczyzny wygląda na poważny. Dyspozytor odmawia jednak wysłania karetki, ponieważ poprzednio człowiek ten odmówił przyjęcia pomocy. - Godzina 17.20. Policjanci patrolujący teren ponownie zawiadamiają pogotowie i... znowu spotykają się z odmową. Tymczasem mężczyzna jest już siny i płytko oddycha. Policjant naciska więc na dyspozytora pogotowia: nie przebierając w słowach niemal zmusza go do wysłania karetki. Pogotowie w końcu przyjeżdża. Niestety, jest już za późno. Mężczyzna umiera po drodze do Drawska, w miejscowości Suliszewo. Bogdan Z. miał 54 lata.
"Ja tego tak nie zostawię Po drugim telefonie na pogotowie (tym o 13. 20), policja zawiadamia też jednego z synów Bogdana Z., Damiana Zyśka. - Poszedłem tam natychmiast, zaniosłem mu wodę i kanapki - opowiadał nam wczoraj roztrzęsiony mężczyzna. - Ojciec miał opuchnięte nogi. Nie mógł się ruszyć z miejsca. Ja z kolei nie mogłem go zabrać, bo nie mam samochodu. Poza tym cały czas myślałem, że na miejscu zjawi się karetka wezwana przez policję. A jego stan z godziny na godzinę się pogarszał. Znowu wyskoczyłem do domu po wodę. Kiedy wracałem, zobaczyłem już tylko odjeżdżającą z ojcem karetkę. Damian Zyśk nie kryje złości. - Ja tego tak nie zostawię - zaciska pięści. - Będę szukał sprawiedliwości, bo to nie może tak być, aby konającego człowieka zostawić bez pomocy. On był po prostu chory, chodził na spotkania grupy anonimowych alkoholików, cierpiał na padaczkę alkoholową.
Kto jest winien? Policja wszczęła postępowaniepod nadzorem prokuratorskim . - Ze wstępnych ustaleń wynika, że pogotowie nie dopełniło obowiązków - mówi Anna Młynarczyk, rzecznik prasowy komendy powiatowej w Drawsku. - Wyjaśniamy tę sprawę - zapewnia Roman Pałka, szef Wojewódzkiej Stacji Pogotowia Ratunkowego w Szczecinie. - Na razie mogę powiedzieć tylko jedno: nie było odmowy udzielenia pomocy. Roman Pałka twierdzi również, że nie było żadnego telefonu o godzinie 13.20. - To ile razy do was dzwoniono? - zapytaliśmy. - Nie wiem, ale będziemy to wyjaśniać - odparł szef pogotowia. Anna Młynarczyk zapewnia z kolei, że taki telefon z całą pewnością wykonano. Potwierdzają to również policjanci ze Złocieńca. Grzegorz Szczepański źródło: Głos Pomorza Aby dodać komentarz zaloguj się. Jeśli nie masz konta, załóż je sobie. Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą pisać komentarze. Powered by AkoComment 2.0! |