gazetapacjenta.pl
Wtorek, 07 lutego 2012 r. Imieniny obchodzą: Romuald, Ryszard, Teodor
Menu serwisu
Strona główna
Gazeta Pacjenta
Aktualności
Ogłoszenia drobne
........................................
Okiem pacjenta
Leki z apteki
Zioła i ziółka
Optyk radzi
Ciekawostki
Humor
Relaks
Kącik hormonalny
........................................
Lekarz radzi
Diagnostyka
Leczenie w Europie
Porady prawne
Ubezpieczenia zdrowotne
........................................
Deutsch
Turystyka i wypoczynek
Kontakt z nami
Reklama w serwisie
Linki
........................................
Polityka prywatności
Ankiety
Czy stosujesz suplementy diety?
 
Logowanie do serwisu





Hasło?
Konto? Zarejestruj się!
Drenowanie kieszeni pacjentów Drukuj Wyślij znajomemu
Oceny: / 2
KiepskiBardzo dobry 
29.03.2005.

Drenowanie kieszeni pacjentów

"Płacą składki, a nie mogą się dostać do lekarza "

Ponad trzy miesiące trzeba czekać na wizytę u specjalisty. Najdłuższe kolejki są do kardiologów, laryngologów i dermatologów. Zdeterminowani pacjenci sięgają do kieszeni i płacą za prywatne wizyty. Lekarze obarczają winą Narodowy Fundusz Zdrowia, a ten zrzuca odpowiedzialność na przychodnie.

Pani Joannie laryngolog kazał przyjść za dwa tygodnie. - To absurd, przecież miałam zapalenie krtani - denerwuje się. Zrezygnowana zapłaciła za prywatną wizytę.

- Poszłam do laryngologa z ostrym zapaleniem krtani i nie zostałam przyjęta - mówi Joanna Henke - Lublewska ze Słupska. - Miałam skierowanie od lekarza rodzinnego. Jednak laryngolog kazał mi przyjść za dwa tygodnie. Przecież po dwóch tygodniach mogłabym już mieć ogromne problemy. Jestem nauczycielem, niewyleczone gardło uniemożliwia mi wykonywanie pracy.
Kobieta w końcu udała się do prywatnego gabinetu. - Nie wiem już, co się dzieje - komentuje. - Po co my płacimy te składki skoro i tak nie możemy się dostać do lekarza. Wszystko tłumaczy się limitami. Przecież to absurd. Nie można zaplanować, ile ludzi w danym miesiącu zachoruje.

Okazuję się, że na wizytę u laryngologa czekać trzeba dwa miesiące. Lekarze załamują ręce i zrzucają odpowiedzialność na Narodowy Fundusz Zdrowia. - Możemy przyjąć około 13 pacjentów dziennie - tłumaczy laryngolog z poradni przy ul. Jana Pawła II w Słupsku. - Kiedyś przyjmowaliśmy pacjentów przez osiem godzin dziennie, teraz tylko przez cztery, pięć. Limity bardzo się zmniejszyły w porównaniu do drugiego półrocza zeszłego roku. Za przyjętych ponad limit pacjentów nikt nie chce nam zapłacić. Pisma do NFZ nie przynoszą żadnych skutków. W pilnych przypadkach staramy się przyjmować chorych, a zwłaszcza dzieci, ale nic więcej nie możemy zrobić. Pacjenci mają do nas pretensje, ale to nie nasza wina.

Pacjenci załamują ręce. - W tej całej rozgrywce zapomina się o nas - denerwuje się Stanisław ze Słupska. - Mam 600 złotych renty i nie stać mnie na opłacanie prywatnych wizyt. Całe życie płaciłem składki na ubezpieczenie zdrowotne, a teraz nie mogę nawet liczyć na pomoc lekarską. Ciągle tylko słyszę o jakichś limitach.

Jeszcze gorzej sytuacja wygląda w poradniach kardiologicznych. Tam na przyjęcie trzeba czekać nawet trzy miesiące. - A może być jeszcze gorzej - ostrzega Zbigniew Kiedrowicz, kardiolog. - Takie mamy limity. Nie jesteśmy w stanie nic zrobić. Kolejki jeszcze bardziej się wydłużą, przecież to dopiero początek roku.
Podobnie jest z kolejkami do dermatologa. - Na wizytę zapisujemy dopiero pod koniec maja - mówi Kazimierz Czyż, dyrektor Powiatowego Obwodu Lecznictwa. - Możemy jedynie uspokoić, że w przypadku ostrych zapaleń skórnych nie odeślemy pacjentów do domu. Ale limity przekraczamy we wszystkich poradniach naszej przychodni. Napisaliśmy pismo do NFZ o zwrot pieniędzy za przyjętych ponadlimitowo pacjentów. Czekamy na odpowiedź.

Tymczasem urzędnicy Narodowego Funduszu Zdrowia wcale nie czują się winni i odbijają piłeczkę. Odpowiedzialność zrzucają na przychodnie, które - według NFZ - przyjmują mniej pacjentów niż wynika to z ich kontraktów. - Pacjenci skarżą się na dostępność do lekarza, a część przychodni nawet nie wykorzystuje przyznanych im limitów - twierdzi Henryk Wojciechowski, dyrektor pomorskiego oddziału NFZ. - Często mamy do czynienia ze zjawiskiem sztucznego utrudniania dostępu i tworzenia atmosfery braku finansowania. Po zakończeniu pierwszego kwartału zweryfikujemy umowy. Poradniom, które nie wykonały określonej w umowie liczby świadczeń, zabierzemy pieniądze, a przekażemy je tym, które przyjmują więcej pacjentów.

Elżbieta Lange

źródło: Głos Pomorza

Aby dodać komentarz zaloguj się. Jeśli nie masz konta, załóż je sobie.
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą pisać komentarze.

Komentarze/y

Powered by AkoComment 2.0!

 
Pogoda
Gdańsk
-9°C
Gdańsk -9°C | Katowice -12°C | Kraków -12°C | Poznań -9°C | Rzeszów -15°C | Szczecin -6°C | Warszawa -9°C | Wrocław -8°C
REKLAMA
Advertisement
Najczęściej czytane
© 2004-2012 Gazeta Pacjenta
Opracowanie i utrzymanie TELEZET