|
Choroba biedy szerzy się wśród bogatych  Lekarze alarmują, bo gruźlica atakuje środowiska dotąd uznawane za bezpieczne: ludzi młodych, dobrze sytuowanych i pracujących. Janusz Romanowski na oddziale koszalińskiego szpitala przeciwgruźliczego przebywa od czterech tygodni: - Sam sobie wyhodowałem moją gruźlicę. Po prostu nie doleczyłem rozmaitych przeziębień i zaniedbałem grypę. Nie miałem jednak żadnych objawów, nawet nie pokasływałem! Fot. Radosław Koleśnik
40-letni Janusz Romanowski jest zupełnie niepodręcznikowym przykładem chorego na gruźlicę. - Grywam z synem w piłkę, jeżdżę - i to regularnie - na rowerze, dobrze się odżywiam, nie palę - wylicza pan Janusz. - Zawsze byłem okazem zdrowia, przecież nawet dobrze wyglądam. Myślałem, że gruźlica może dotyczyć każdego innego, tylko nie mnie. Nie mogłem uwierzyć, gdy lekarz powiedział, że jestem chory...
Robią kariery i prątkują Choć liczba zachorowań nie rośnie drastycznie (w 2003 roku na oddziale koszalińskiego szpitala przeciwgruźliczego leżało ok. 180 pacjentów, rok później - 190), to gruźlica przestała być już chorobą biednych. - Wśród naszych pacjentów od 40 do nawet 50 procent stanowią osoby dobrze sytuowane - zaznacza Regina Wasilewska-Kita, dyrektorka szpitala. - Chorobę, którą od zawsze kojarzyliśmy z biedą, bezrobociem, środowiskiem bezdomnych, dopada teraz tych, którzy najmniej się jej spodziewają - aktywnych, młodych, robiących kariery, dobrze zarabiających. W tym swoim zabieganiu prowadzą niehigieniczny tryb życia, nie mają czasu na porządny posiłek, co kończy się spadkiem odporności. I właśnie wtedy atakuje gruźlica.
Śmiertelne żniwo Do szpitala trafiają coraz młodsi. Osoby w wieku 22-44 lat stanowią nawet do 40 procent wszystkich pacjentów. Kiedyś gruźlica była chorobą ludzi starszych, bo to ich układy odpornościowe sobie nie radziły z atakującymi prątkami. Teraz te dawne prawidłowości coraz mniej się sprawdzają. A przy tym gruźlica wciąż zabija. W zeszłym roku w naszym regionie było 6 przypadków śmiertelnych, w tym jeden to osoba młoda i dobrze sytuowana. Leczenie gruźlicy to 6 do 8 tygodni odprątkowania, które trzeba spędzić w szpitalu i potem 6-9 miesięcy terapii podtrzymującej. Po wyjściu ze szpitala chory zazwyczaj może wrócić do swojej pracy. Każdy ma dobraną dla siebie grupę 3-4 antybiotyków, które musi regularnie przyjmować. - Niestety, odnotowujemy też poważny wzrost liczby pacjentów, którzy się nie doleczyli: przerwali terapię, bo uznali, że nie mają już niepokojących objawów, a więc są zdrowi. Nic bardziej mylnego - mówi Regina Wasilewska-Kita. Takie osoby trudniej dalej leczyć, bo wcześniej podawane leki przestają działać. Trzeba szukać nowych. Paulina Zgrzebnicka
Ten adres email jest ukrywany przed spamerami, włącz obsługę JavaScript w przeglądarce, by go zobaczyć
źródło: Głos Pomorza Aby dodać komentarz zaloguj się. Jeśli nie masz konta, załóż je sobie. Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą pisać komentarze. Powered by AkoComment 2.0! |