|
Badania niepotrzebnie uspokajające Robimy w Polsce mniej badań diagnostycznych niż na Zachodzie. Na dodatek są one kiepskiej jakości - nawet jedną piątą z nich trzeba powtarzać. - W naszych szpitalach niemal zasadą jest, że nawet jeśli pacjent przychodzi do szpitala z wynikami wcześniej zrobionych badań, i tak wszystkie są powtarzane - mówi prof. Jan Kanty Kulpa, konsultant krajowy ds. diagnostyki laboratoryjnej. - To dlatego, że duża ich część jest, mówiąc delikatnie, nie najwyższej jakości.
Potwierdza to prof. Włodzimierz Olszewski, lekarz patolog z Centrum Onkologii. - Oceniamy, że około jednej piątej robionych u kobiet badań z cytologii onkologicznej trzeba powtarzać - opowiada. Dodaje, że w krajach wysokorozwiniętych też zdarzają się pomyłki, ale jest ich kilka razy mniej. Tymczasem właśnie w onkologii podanie pacjentowi fałszywej informacji na temat stanu jego zdrowia jest szczególnie niebezpieczne. Skąd się biorą nasze problemy? Przede wszystkim stąd, że diagnostyką zajmują się pracownie małe. Aż 95 procent polskich pracowni cytologicznych robi nie więcej niż tysiąc badań rocznie. - Pracownicy nie mają szansy, by się wyszkolić, bo spotykają próbki z nieprawidłowymi komórkami zbyt rzadko - narzeka prof. Olszewski. Badania diagnostyczne w kierunku raka są robione pod mikroskopem. Osoba, która ocenia próbki, musi zdecydować, czy ma do czynienia ze zmienionymi nowotworowo komórkami. Jeśli stwierdzi, że tak, pacjent jest dalej badany. Jeśli nie ma doświadczenia, jest bardziej prawdopodobne, że zmienionych komórek nie rozpozna. - Nie oczekujemy od chirurga, że po jednej operacji nauczy się operować. A tym ludziom dajemy uprawnienia do robienia badań po pięciodniowym szkoleniu. O doświadczeniu nie ma nawet mowy - dodaje Olszewski. Naukowcy chcą takiej zmiany przepisów, która zmusi laboratoria do uzyskiwania odpowiednich certyfikatów. Ich kierownicy mieliby przejść przynajmniej roczne szkolenie. Być może - na wzór rozwiązań amerykańskich - technicy, którzy robią badania, co kilka lat musieliby uczestniczyć w praktycznych testach sprawdzających ich kompetencje: musieliby rozpoznać, czy przysłane do nich próbki są prawidłowe czy nie. - Już teraz niektóre większe laboratoria uzyskują certyfikaty jakości. Właśnie te placówki polecałbym pacjentom - mówi prof. Kulpa. Można się też spodziewać, że lepszej jakości są te laboratoria, które mają podpisane umowy na badania przesiewowe z Narodowym Funduszem Zdrowia. Z reguły zawiera on umowy z dużymi laboratoriami. Sylwia Szparkowska źródło: Rzeczpospolita Aby dodać komentarz zaloguj się. Jeśli nie masz konta, załóż je sobie. Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą pisać komentarze. Powered by AkoComment 2.0! |